WSPOMNIENIE

Antoni Bochniarz

Są wśród nas

   Nie zabiegają o wyróżnienia, profity i apanaże. Obce są im: publiczne eksponowanie swoich osiągnięć, niezdrowa rywalizacja, zabieganie o uznanie. Są wśród naszej społeczności zawodowej osoby, które w zaciszu swoich gabinetów pochylają się nad dużymi problemami małych pacjentów, czyniąc to czasem z większym zatroskaniem, niż robią to rodzice z trudem dostrzegający problem dziecka i jego konsekwencje w życiu. W swej skromności i normalności uważają, że nie robią nic nadzwyczajnego. Jednak w opiniach ich podopiecznych słyszy się o dużych i małych wdzięcznościach, o wyprostowanych drogach, o usprawnieniu najważniejszego narzędzia komunikacji, o przywróconym uśmiechu. Nasza społeczność zawodowa nie zawsze dostrzega w porę zakresu ich poświęceń, ich żmudnego i empatycznego zaangażowania w tysiące istnień, którym przychodzą z pomocą. Ich praca, wysiłek, sukcesy, zaangażowanie i służebność bywają niezauważane – także czasem przez przełożonych. Tacy żyją wśród nas, są obecni w naszej społeczności zawodowej, tworząc wizerunek dobrego specjalisty. Oni, jak każdy z nas, doświadczają zarówno radości ze służenia innym, jak i goryczy porażek, zmartwień i uciążliwości w zmaganiach codzienności. O takich osobach ciepło i dobrze mówimy zazwyczaj po ich odejściu. Wydobywamy z zapomnienia przyjazne gesty, odebrane dobro i szukamy słów szkicujących osobowość, z którą przychodzi nam rozstawać się na zawsze. Czy nie lepiej byłoby mówić o takich osobach gdy są wśród nas, gdy potrzebują wsparcia, akceptacji, uznania dla podejmowanych wysiłków, dla ponoszonego trudu, gdy sami potykają się o przeszkody? Gdy żyją jest im to potrzebne – miejmy tego świadomość. Nam żyjącym potrzeba akceptacji, słów uznania, uczynków miłości, ale nie nad naszą mogiłą, tylko za życia. Nam żyjącym potrzebna jest informacja zwrotna, że ktoś nas docenia, dla kogoś jesteśmy ważni. Są to witaminy życia, które wnoszą koloryt w codzienność, które rodzą dobro, także odwzajemnione.

   Nie zwlekajmy z zauważaniem dobra u innych, werbalizujmy swoje odczucia, spostrzeżenia i dobre oceny. Róbmy to teraz, gdy żyjemy. Naprawiajmy wyrządzone szkody i stawajmy się kolekcjonerami dobrych uczynków, dawcami dobra wobec najbliższych (co paradoksalnie trudniej) i wobec każdego człowieka.   

   Do takich wyjątkowych osób należała Ewa Hołotowa – specjalistka zaburzeń mowy (logopeda dyplomowany) z Zespołu Poradni nr 2 w Lublinie. Miała bogate doświadczenie zawodowe, cechowała ją wyjątkowa odpowiedzialność, rzetelność, profesjonalizm i miała bardzo dobre relacje ze swymi podopiecznymi.

   Zbieram materiał od koleżanek, będących blisko niej w różnych sytuacjach życiowych i konstatuję, że: Ewa była dobrą i lojalną koleżanką, odpowiedzialną i życzliwą, analityczną, pragmatyczną, zrównoważoną i inteligentną. Była kobietą z charakterem, cechowała ją dojrzałość wyborów i decyzji. Pracowała też z dobrymi ludźmi. Była konsekwentna w swoich poczynaniach. Jej życiowa i osobowa dojrzałość dawały o sobie znać szczególnie w trudnych sytuacjach. Była osobą kompetentną, zaradną i tą, na której można było polegać.

   Była dobrą matką i żoną. Miała poczucie estetyki, żyła ekologicznie, rozważnie, odpowiedzialnie wobec ludzi i zadań. Miała dar wspierania wszystkich będących w jej zasięgu. Wspierała radami i uczynkami. Umiała empatycznie słuchać (to walor dobrego terapeuty) i podejmować bardzo rozsądne decyzje.

Wzorce domu i inteligencja kształtowały jej postawę wobec ludzi i wobec obowiązków zawodowych. Była służebna wobec rodziny i wobec swoich pacjentów. Na obydwu obszarach miała sukcesy.

   Odeszła otoczona idealną opieką, otoczona miłością rodziny i przyjaciół. Swoją postawą dobrze przysłużyła się naszej społeczności terapeutycznej. Z oddalenia, z należnym szacunkiem i z modlitewnym pokłonem żegnam swoją Koleżankę. Świadomość, że tacy ludzie żyją wśród nas, pomaga w życiu.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii WSPOMNIENIE. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.