To nie tylko kultura języka

Pacjent zwraca się do lekarza: „Panie Janie, czy…”.
Pracownik uczelni zwraca się do swego rektora, z którym znają się tylko na płaszczyźnie zawodowej: „Panie Mietku…”.
Organizator wczasów przy powitaniu uczestników przedstawia się imieniem i pyta o imię przybywającego na wczasy, sugerując, że tutaj będziemy mówić sobie po imieniu.
Podobne zachowania obserwuje się coraz częściej w zwracaniu się do potencjalnych klientów osób zajmujących się marketingiem telefonicznym.
Nie można nie zauważyć zgrzytu związanego z kulturą języka, z obyczajem w takim zwracaniu się do kogoś, z kim nie wiążą nas ani zawodowe, ani towarzyskie, ani rodzinne, ani przyjacielskie stosunki. To one, obce nam osoby, mogą dać przyzwolenie z kim chcą przejść na ty. Zewnętrzne, wymuszone i hasłowo zarządzone „przejście na ty” jest niedelikatne, a bywa też nietaktowne w pewnych sytuacjach.

Zatem, uwaga! Nie należy nadużywać zwrotu: Pani Zosiu, panie Janie i podobnych w sytuacjach nieuzasadnionych kulturą, tradycją językową i stopniem zażyłości. Nie bez powodu kultura, tradycja, obyczaj wytworzyły tytuły, funkcje i określenia, poprzez które wyraża się także szacunek i uznanie. Przecież dziecko uczy się, że do starszych należy zwracać się przez „pan” i „pani”. Mecenas, magister doktor, profesor, ksiądz, eminencja, prezes, dyrektor, burmistrz, prezydent, to funkcje i tytuły, które czemuś służą i coś wyrażają. Te tytuły i funkcje wyróżniają osoby spośród tych, którzy takowych nie mają. Pracą, cechami i postawą osobową zapracowali sobie na nie.
Kto nie szanuje tradycji, kto nie przestrzega norm kulturowych i obyczajowych, ten naraża się na wykluczenie, a nawet na ostracyzm.
Do bezdystansowości i bliskości dochodzi się w procesie, który u jednych trwa dłużej, a u innych krócej. Nie każdego też dopuszczamy do nadmiernej poufałości, gdyż grozi to czasem nieprzyjemnymi konsekwencjami. Próba narzucania komuś owej bliskości i bezdystansowości w „przejściu na ty” może owocować odwrotnym skutkiem, a nawet zamknięciem się. Jest pewnym towarzyskim nietaktem pierwszy raz napotkanego człowieka odzierać z jego kulturowo i obyczajowo wypracowanych norm i zabezpieczeń. Nie z każdym chcemy być na ty. Nie każdy w każdej relacji osobowej zasługuje aby dopuścić go do skracania dystansu. Zachowania bezpośredniego zwracania się po imieniu w grupie zhierarchizowanej, zróżnicowanej wiekowo, zawodowo, funkcyjnie, nie jest uprawnione kulturowo. To tak, jakby ktoś zwracał się bezpośrednio do kobiety: Mam na ciebie ochotę. Choć znajdą się takie, którym taka forma będzie wyjściem naprzeciw ich potrzebom.
Jakie negatywne skutki mogą wynikać ze zbyt szybkiego „przejścia na ty” z obcą osobą?

  • Taka forma daje większe możliwości do spoufalania się, do ekspansywnego oraz inwazyjnego wchodzenia w relacje osobom nietaktownym, niedelikatnym, mało wrażliwym.
  • Ułatwia wyżej wymienionym osobom używanie wulgaryzmów i niestosownych zachowań.
  • Osoby bardziej wrażliwe, chroniące swą tożsamość i prywatność mogą czuć dyskomfort, gdy ktoś bez przyzwolenia zaczyna im mówić po imieniu. Imię jest cząstką prywatności udostępnianą rodzinie, przyjaciołom i bliskim znajomym.
  • Osoby, które dążą do zbyt szybkiego „przechodzenia na ty” w grupie heterogenicznej, zdradzają tendencje dowartościowywania się przez owo przejście np. z profesorem, z lekarzem, z aktorem, z wybitną osobowością, których blaskiem chcą się nobilitować, których znajomością chcą się chwalić.
  • Narzucanie komuś odgórnie (bez czasu na bliższe poznanie się) formy zwracania się po imieniu funduje tym, którym to nie odpowiada, dyskomfort w relacjach i usztywnia ich.
  • Dopuszczamy na obszar bliskości osoby, które lubimy, którym ufamy, których znamy i chcemy poznać bliżej. Gdy ktoś wyłamuje się z tej reguły naraża się na dystansowanie się od niego.
  • Zdarza się, że nietaktowne osoby formę „ty” ze spotkań towarzyskich przenoszą do pracy i zwracają się do dyrektora po imieniu, chcąc robić wrażenie i osiągać swoje cele.
  • Przedwczesne i nieuprawnione (bo nie wyrosłe, nie zbudowane na wcześniejszej więzi) „przejście na ty” oznacza brak kultury i szacunku oraz ma złe konotacje społeczne, złe skojarzenia w znacznej części społeczeństwa. Oto przykłady: strażnicy w więzieniu mają zwyczaj zwracać się do swoich podopiecznych przez „ty” albo po imieniu; policjant zatrzymujący podejrzanego w melinie też ma w zwyczaju zwracać się przez „ty”; młodzi dworujący z kloszarda, deprecjonując jego godność, też bez przyzwolenia używają formy „ty”; do służby zwracano się w stylu „niech no Jan…”; sutener przez „ty” zwraca się do pani odpowiedniej konduity i ona też ma podobną skłonność do takich zachowań wobec potencjalnych klientów; w kłótniach pomija się kulturalne formy zwracania się do drugiej osoby.
  • Propozycja zwracania się po imieniu w grupie heterogenicznej, znacznie zróżnicowanej wiekowo, bywa szczególnie kłopotliwa dla młodych w stosunku do starszych. Łamie ona zwyczaj i normę kulturową, funduje młodym dyskomfort i rodzi postawy izolowania się od starszych, gdyż młodzi chcą schodzić z obszarów dyskomfortu.
  • Do zbyt szybkiego „przejścia na ty” dążą osoby, które w sposób naturalny nie potrafią zbliżyć się do człowieka i nawiązać z nim przyjaznych relacji. Dla takich „przejście na ty” jest skrótem relacji, który zwalnia od zjednywania przychylności i czynienia zabiegów, aby być dopuszczonym do bliskości. Dla takich osób tytuły, zaszczytne funkcje i forma „pan”, „pani” jest przeszkodą. Podleganie takiej tendencji ujawnia skłonność do gubienia subtelności, które składają się na zdrowe, pomyślnie rokujące relacje.
  • Bywają też osoby (np. na kursach, w sanatorium, na konferencjach), które chcąc pozyskać daną osobę do różnych celów (także seksualnych) proponują niemal od pierwszego dnia przejście na „ty”, bo czas ucieka, bo turnus zbyt krótki, bo forma „pan” i „pani” przeszkadza.
  • Tendencję do zbyt szybkiego przechodzenia na ty ujawniają częściej osoby, które chcą zunifikować swoje relacje z innymi po to, by nie wyróżniać się na niekorzyść w danej społeczności. A niektóre osoby przez formę „ty” chcą się dowartościować, czyli błyszczeć blaskiem odbitego światła od osoby stojącej wyżej.
  • Przez przedwczesne „przejście na ty”, przez skrót, przez przyspieszacz nie skraca się dystansu, nie buduje się zażyłości i bliskości, a jedynie tworzy się jej pozory i sztuczność.

Oto przykład ryzykownego przejścia na ty.
Podczas weekendowego spotkania dyrektora i pracowników pewnego zakładu, zakrapianego wódką, zaproponowano uczestnikom mówienie sobie po imieniu. Nikt nie miał odwagi zanegowania takiej propozycji. Następnego dnia pani Zosia, uczestniczka tego spotkania, wkraczając do sekretariatu dyrektora zwraca się z pytaniem: czy zastałam Heńka?
Pani Zosia nie widziała powodu innego zachowania, gdyż jej zdaniem nikt nie odwoływał mówienia sobie po imieniu. Co sądzą i jak interpretują to jej zachowanie koleżanki? W jakiej sytuacji i w jakim świetle został postawiony dyrektor? Pani Zosia, być może, chciała pochwalić się zażyłością z dyrektorem i nobilitować siebie w gronie koleżanek. Może chciała utrzeć komuś nosa lub była, po prostu, nietaktowna. Realizowała swój cel, nie licząc się z drugą osobą.
W pewnej wczasowej społeczności, zróżnicowanej wiekowo i zawodowo (osoby od 20 do 70 roku życia) właścicielka obiektu zaproponowała mówienie sobie po imieniu. Nikt nie zaprotestował, ale także nikt nie przyjął zaproponowanej konwencji. Obserwowano natomiast izolowanie się młodych od starszych. Osiągnęła odwrotny od zamierzonego efekt.

A jakie są plusy z „przejścia na ty”?

  • W grupach homogenicznych (jednorodnych, zbliżonych wiekowo, zawodowo, zadaniowo), obcujących ze sobą dłuższy czas, można zaproponować mówienie sobie po imieniu. Przykładem jest grupa terapeutyczna, wędrowna, modlitewna. Lepiej jednak, gdy sami członkowie grupy w sposób spontaniczny, zaproponują sobie nawzajem zwracanie się do siebie po imieniu. Nie należy przejścia na „ty” zarządzać. Owo przejście na „ty” powinno się rodzić spontanicznie.
  • W zespołach osób, które długo ze sobą pracują, jednych można dopuścić do formy „ty”, a do innych można zwracać się np. „pani Zosiu”, „panie Staszku” i będzie to właściwa forma zachowań. Wszystko zależy od stopnia zażyłości i wzajemnej kultury osób.
  • Jeśli kogoś dopuszcza się do „przejścia na ty”, daje się mu komunikat, że chce się z nim poznać, obcować, przebywać. Kontekst, sytuacja, klimat, emocjonalny odbiór, pierwsze wrażenie, zachowanie, kultura osobista, zażyłość, sympatia lub jej brak – to elementy, które decydują o tym przejściu. Przejście na ty jest także przyzwoleniem na zbliżenie, na wejście w bezdystansowość, jest obdarowaniem kogoś zaufaniem, jest dopuszczeniem kogoś na obszar prywatności. W życiu bywa tak, że na zaufanie i na wejście w obszar prywatności trzeba sobie zasłużyć.

Jak zachować się, gdy ktoś proponuje nam zwracanie się do nas „per ty”?
Jeśli ta propozycja nie wynika z czasu naszego wspólnego przebywania, jeśli dzieli nas duża różnica wieku, wykształcenia, poglądów i upodobań – to ryzykowne jest przyzwolenie na tę konwencję w sposób automatyczny. Jeśli ktoś swoim zachowaniem dowodzi braku kultury, nadmiernej inwazyjności na cudze terytorium, braku taktu i wyczucia sytuacji, to wskazane jest zdystansowanie się do takiej propozycji. Jeśli ktoś pod wpływem upojenia alkoholowego składa nam podobną propozycję, to też zachowajmy ostrożność, by nie żałować potem. Jeśli z wielu innych powodów nie chcemy przejść na ty, to w sposób delikatny, we właściwej formie (np. „przyjdzie na to czas”), będąc asertywnym, odraczamy tę decyzję.
A jak zachować się, gdy jakiś organizator krótkoterminowego spotkania (szkoleniowego, wczasowego, wycieczkowego) już na samym początku proponuje nam zwracanie się do siebie po imieniu?
Biorąc pod uwagę nietaktowność takiej propozycji, która wykracza poza normy obyczaju, kultury i tradycji, a także poza prawidła psychologicznych uwarunkowań budowania więzi i bliskości – należy zdystansować się do takiej propozycji. Jeśli nie uczynimy tego, zafundujemy sobie dyskomfort, a jeśli przyzwolimy, to też może on mieć miejsce, bo nie z każdym będzie nam jednakowo miło obcować przez tę sztucznie narzuconą formę. Brak kinderstuby, wyczucia i kultury organizatora nie musi oznaczać, że musimy wchodzić w zaproponowaną konwencję.
A co zrobić, gdy ktoś przy powitaniu przedstawia się imieniem? Czy to oznacza, że my też mamy tak uczynić?
Choć taki sposób przedstawiania się jest zaproszeniem i propozycją do przedstawienia się imieniem, to od nas zależy, czy na zasadzie kredytu zaufania dopuścimy do bliskości przez formę „ty”. Przedstawiając się imieniem i nazwiskiem dajemy sygnał, że nie jesteśmy gotowi na przyjęcie czyjejś propozycji. Jeśli ten ktoś zlekceważy ten sygnał, będzie to oznaczać, że mieliśmy rację nie dopuszczając go do poufałości.
Dopuszczając kogoś zbyt szybko do „przejścia na ty” ryzykujemy także to, że nie będzie nam dane poznać tego, co przez kulturę, obyczaj i tradycję zostało wypracowane, a co składa się na kreowanie bliskości, uważności, starań o przychylność i zainteresowanie w relacji z drugim człowiekiem. Zbyt szybkie przejście na „ty” sprawi, że nie poznamy w drugim człowieku jego możliwości, usiłowań i potencjału osobowego, którym próbuje zbliżyć się do nas. Zbyt szybkie przejście na ty oznacza uproszczenie i redukcję wielu zabiegów, którymi buduje się naturalną bliskość, pozwalającą na skrócenie dystansu. Druga osoba, dopuszczona przez formę „ty”’, nie zada sobie trudu, nie zrobi wysiłku intelektualnego aby pozyskać naszą sympatię, nasze zainteresowanie nas sobą, bo i tak ma bezpośredni dostęp do nas przez formę „ty”. Zbyt szybkie przejście na „ty”, to tak jakby zdesperowana dziewczyna dopuściła zbyt szybko chłopaka do swej fizycznej intymności, to jakby przyzwoliła mu włożyć rękę pod spódnicę już na pierwszej randce.

Opublikowano w: „Kultura i społeczeństwo”, Lublin 2010/4

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmowa ze specjalistą i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.