Tego nie usłyszysz podczas studiów

J.P.: Z zapisów w tej kronice wynika, że przyjeżdżają do pana na szkolenia także specjaliści z zagranicy. Jakie osoby przyjeżdżają do pana na szkolenia i z czym przyjeżdżają?

A.B.: Przyjeżdżają na nie osoby, które nie są przypadkowymi w naszej specjalności, które naprawdę są zainteresowane umiejętnościami praktycznymi, które mają ambicje udanego uprawiania  zawodu.

 

Antoni Bochniarz w swoim gabinecie

Antoni Bochniarz w swoim gabinecie

Podczas pobytu u mnie  szkolący się zadają czasem  kłopotliwe pytania, których nie ośmielają się zadać wykładowcom na uczelni, z obawy by nie powodować dyskomfortu u wykładowców, a czasem by nie obnażać ich niekompetencji – tak twierdzą.  Zadają je także wtedy, gdy stają przed konkretnym problemem praktycznym, gdy realia praktyki uświadomiły im problem ze swoim pacjentem. Podczas studiów nie wiedzą o co pytać, nie wiedzą co jest b. ważne, a co drugoplanowe. Dopiero praktyka otwiera przed nimi wrota niewiedzy, braki i niekompetencje, rodzi wahania, wątpliwości i frustracje. W praktyce nie od razu potrafią zintegrować wiedzę z różnych dziedzin na użytek określonego problemu terapeutycznego. Szkolenia dają okazję, by skoncentrować wiedzę z różnych dziedzin na użytek konkretnego problemu praktycznego. Więcej o szkoleniach można dowiedzieć się na stronie: http://www.demostenes.pl/dla-specjalistow/o-gabinecie/szkolenia-i-praktyki

Gdzie radzi pan odbywać szkolenia tym, którzy wchodzą do zawodu?

Uważam, że podstaw praktyki należy uczyć się u boku doświadczonego i refleksyjnego praktyka, a nie na mitingach typu konferencje, sympozja i zbiorowe szkolenia. Na takowych nie ma czasu aby temat zgłębić, podyskutować, zadać pytania. Na takowych nie ma możliwości, aby przyjrzeć się pacjentowi  i być razem z nim od diagnozy do zakończenia terapii. Podczas takich spotkań z rzadka można usłyszeć coś nowego, coś co zostało wypracowane w warsztacie metodycznym praktyka.

A jednak cały świat organizuje konferencje i zbiorowe szkolenia. Nie widzi Pan w nich korzyści? Przecież sam Pan uczestniczył w wielu takowych.

Ale uczestniczyłem także w szkoleniach praktycznych, poznając konkretne metody i narzędzia pracy. Na początku swojej pracy zawodowej dużo jeździłem na sympozja i kongresy w kraju i za granicę. Gdy zacząłem dostrzegać ich teoretyczny i coraz bardziej merkantylny charakter  oraz małe korzyści z pobytu na takich, to zmniejszyłem swoje zainteresowanie nimi. Nie neguję ich wartości dla młodych, wchodzących do zawodu, którzy na uczelni otrzymali niemal tylko teorię. Jednak dzisiaj, wchodząc do zawodu, preferowałbym formy praktycznego szkolenia u boku doświadczonego specjalisty. Tylko takie szkolenie daje dobre podstawy zawodowe.

Powszechnie wiadomo o Pana nadzwyczajnych efektach terapeutycznych. Ale ja mam ochotę  poprosić pana o przykład jakiejś nieudanej terapii. Na sympozjach, szkoleniach, konferencjach zazwyczaj ludzie chwalą się osiągnięciami, tak jakby ich rzeczywistość zawodowa składała się z samych sukcesów. Wiem, że same sukcesy są niemożliwe, że każdy specjalista miewa porażki. Proszę o taki przykład Pana, gdyż wiem, że pan o swoich porażkach pisze i mówi. Budzi to mój wielki szacunek, bo tylko ludzie dużego formatu i uczciwi potrafią przyznawać się do swych porażek.

13-letni Olof ze Szwecji przybył do mnie w towarzystwie babci i dziadka, którzy pokrywali koszty terapii. Po nieudanych terapiach u kilku logopedów w Sztokholmie, zdecydowali się przyjechać do mnie, gdyż los wnuka leżał im na sercu. Babcia powiedziała:  „To jest marzenie mojej starości. Zanim zamknę oczy, tłumaczę mu, że chcę mu pomóc, bo przed nim jest całe życie”.    Jąkanie Olofa rozpoczęło się gdy w wieku trzech lat został zabrany od dziadków, gdyż jego mama po raz drugi wyszła za mąż – tym razem za Turka. Ojczym zabronił Olofowi kontaktowania się z dziadkiem i babcią, wprowadzał swoje zwyczaje, swoją religię i narzucał domownikom warunki ze swojej kultury. Gdy matka Olofa urodziła dwóch synów, to Olof zaczął być źle traktowany przez ojczyma. Nie miał też najlepszych relacji z braćmi. Miał też zakaz telefonicznego kontaktowania się z dziadkami.

Antoni Bochniarz i jego gabinet

Antoni Bochniarz i jego gabinet

Po miesięcznej (intensywnej) terapii u mnie chłopiec  wyjeżdżał bez jąkania. Wiadomość mailowa od matki chłopca przekonywała mnie, że Olof nie jąka się i zaczął odnosić sukcesy w szkole, co zauważyli też nauczyciele, nie mogąc wyjść z podziwu, że w Polsce pozbył się jąkania w tak krótkim czasie. Mnie też to cieszyło, ale nie byłem pewien trwałych efektów, gdyż:  chłopiec nie przeszedł wszystkich etapów terapii; nie do końca rozumiał to, co do niego mówiłem, gdyż językiem polskim posługiwał się jedynie przez pierwsze trzy lata życia, gdy mieszkał z dziadkiem i babcią;  nie można było wdrożyć wielu metod psychoterapeutycznego oddziaływania z uwagi na niedostateczną znajomość j. polskiego Olofa; nie można było prowadzić terapii systemowej, gdyż ci, z którymi mieszkał, nie uczestniczyli w niej; pozycja babci i dziadka w układzie rodzinnym była zbyt słaba, aby mogli oni wyegzekwować od chłopca zalecone narzędzia i sposoby przezwyciężania jąkania.

Po roku powiadomiono mnie, że Olof na nowo podjął terapię Sztokholmie.  Przyczyny niepowodzenia i nawrotu jąkania upatruję w niezaspokojonych potrzebach Olofa. Brak poczucia bezpieczeństwa w domu, brak oparcia w rodzinie i w matce, kazały mu szukać akceptacji, uznania i zauważania poza rodziną. Tymi, którzy dawali mu wsparcie byli dla niego terapeuci. Dlatego tak chętnie do nich powracał pielęgnując objaw, który prowadził go na różne terapie. Wchodził na ścieżkę uzależnienia od terapii i nie chciał tak naprawdę rozstawać się z patologicznym objawem. Zastosowane procedury i techniki behawioralne podczas intensywnej terapii w Polsce okazały się być niewystarczające. Terapia, w takich warunkach z konieczności musiała być objawowa, co, jak widać, było niewystarczające do trwałego zlikwidowania jąkania. Dlatego dzisiaj coraz częściej opowiadam się za potrzebą holistycznej terapii.

Młodzi rodzice zgłosili się do mnie z 5-letnim synkiem z wielorako manifestującą się wadą wymowy. Pani psycholog, u której byli wcześniej, powiedziała im, że rodzice mają problem z sobą, że od siebie powinni zacząć pomaganie dziecku. Obrazili się na nią i pojawili się u mnie.
Dziecko dość nagannie zaczęło zachowywać się w moim gabinecie już od pierwszych chwil pobytu, na co rodzice w żaden sposób nie reagowali. Moje wielokrotne upominanie dziecka nie znajdowało wsparcia w postawie rodziców. Musiałem sam zdyscyplinować dziecko, gdyż obawiałem się, by nie zrobiło sobie krzywdy, a także by nie zdemolowało mi aparatury.
Podjąłem próbę wyjaśniania rodzicom skutków bezstresowego wychowania dziecka, któremu hołdowali. Próbowałem przybliżyć im wizję konieczności podporządkowania się ich dziecka normom społecznym w zerówce, w szkole, w społeczeństwie. Jednak rodzice obrazili się i na mnie. Więcej z dzieckiem nie przyszli. W ten sposób nie pomogłem dziecku. Należało znaleźć właściwą formę, na miarę możliwości percepcyjnych rodziców, by dotrzeć do nich ze swoimi argumentami. Zbyt bezpośrednio przekazana prawda nie mogła być przez nich przyjęta, bo taką otrzymali wcześniej od pani psycholog. Nie wziąłem pod uwagę wcześniejszego uwarunkowania, z którym przyszli do mnie. Tym uwarunkowaniem była negatywna opinia pani psycholog na temat ich bezstresowych metod wychowawczych, w którą to opinię i ja się wpisałem.

Pewna zakonnica z klasztoru klauzurowego przybyła na wizytę konsultacyjną z godzinnym opóźnieniem. Był to pierwszy sygnał źle zapowiadającej się terapii. Przyjąłem niesłuszne założenie, że w terapii będzie ona: punktualna, zdyscyplinowana, zorganizowana, pracowita, rzetelna, odpowiedzialna, kreatywna.  Szybko okazało się, że bycie zakonnicą nie gwarantuje takich cech, gdyż  podczas codziennej, darmowo prowadzonej terapii, były kolejne spóźnienia, brak spełniania podawanych zaleceń, brak ufności, otwartości. Wyjaśniała mi, że tylko przy konfesjonale może mówić o pewnych sprawach, o sprawach, które mogły być ważne dla prowadzonej terapii. Były próby ściągania mnie na obszar duchowości, odwracania uwagi od zadań terapeutycznych, brak koncentracji na zadaniach do wykonania, oddawanie się zajęciom pozaterapeutycznym. Podsumowując stwierdzam, że moja porażka polegała na tym, iż nie umiałem, z pozycji jej formacji duchowej, jej wartości i preferencji, znaleźć klucza do umotywowania jej do współpracy. Nie rozpoznałem też rzeczywistych motywów jej przybycia do mnie. Jej deklaratywne motywy przyjąłem za prawdziwe, a okazały się one maską i kamuflażem zdeprywowanych potrzeb i frustracji,  które były powodem jej dyskomfortu i kłopotów we wspólnocie klasztornej. Dzisiaj, bogatszy o wiedzę, choćby z tych książek (J. Augustyn SJ i J. Kołacz SJ. „Sztuka kierownictwa duchowego” oraz J.W. Ciarrocchi i R. J. Wicks. „Psychoterapia duchownych i osób zakonnych”), wiem, że inaczej zabrałbym się za pomaganie jej.  Analiza tego przypadku i wnioski z niej wiele mnie nauczyły.

Zauważam tutaj, że inwestuje pan w swój warsztat pracy. Te urządzenia, ta aparatura dowodzą, że inwestuje pan w swoich pacjentów. Zapewne pacjenci ten fakt doceniają. Starożytny mówca grecki Demostenes wkładał kamienie do ust, a czym Pan się posiłkuje. Czy może Pan wykazać (choćby pokrótce), że Pana urządzenia są potrzebne, przydatne i pomagające. Proszę, choćby, o kilka przykładów.Instrumentarium logopedyczne

Proszę zajrzeć do materiału filmowego na stronie: http://www.demostenes.pl/dla-specjalistow/o-gabinecie/szkolenia-i-praktyki lub http://www.demostenes.pl/dla-pacjentow/o-gabinecie/aktualnosci albo http://www.demostenes.pl/dla-pacjentow/o-gabinecie/wyposazenie-gabinetu wyposażenie gabinetu logopedycznego

Niektórzy logopedzi mówią, że w pewnych kręgach staje się modne chodzenie do logopedy. Ważne, aby korzystać z profesjonalnych usług, z usług na poziomie XXI wieku wspomaganych współczesnymi osiągnięciami nauki i techniki. Jest wielu rodziców szukających pomocy dla swoich dzieci. Wielu z nich ciągle uczęszcza na nieefektywne lub mało efektywne terapie. Jest też wielu dorosłych zainteresowanych profesjonalną terapią.  Są też logopedzi uczestniczący w nieefektywnych szkoleniach. Bardzo dobrze, że ci wszyscy za pomocą tego materiału mogą dowiedzieć się o takich usługach, jakie można spotkać w tym gabinecie. Dziękuję panu za rozmowę i za prezentację.

Wywiad przeprowadziła J. P.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Efektywność logopedy, Pomoce logopedyczne, Rozmowa ze specjalistą. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.