Słowa uśmiechu

Gdy przybywa nam lat nie tylko coraz częściej odwiedzamy cmentarze, ale i częściej stajemy przy łóżku chorego w szpitalu, w sanatorium, w domu opieki społecznej, w  hospicjum lub w domowych realiach. Gdy chory pozostaje  pod opieką niewydolnej służby zdrowia, gdy boi się upomnieć u personelu o swoje prawa, gdy niemoc zabiera mu chęć do życia – potrzebuje on słów i tej naszej radości, która budzi nadzieję, uskrzydla, wzmacnia, motywuje, leczy  i otwiera okna na lepszą rzeczywistość.

Zdarza się, że nie wiemy jak się zachować w obliczu czyjegoś cierpienia, trudnego położenia i dramatyzmu sytuacji. Z tego powodu, bywa, że unikamy wchodzenia na trudny obszar  czyjegoś położenia.

Wiem, że w obliczu choroby i cudzego nieszczęścia opornie wyciągamy właściwe słowa z gęstwiny języka i z labiryntu wielorakich emocji. Wiem też, ile trzeba przeskoczyć uniesień, ile myśli przebiec, ile zwątpień doświadczyć, ile zdań wyrzucić do kosza, by wyrazić to, co zalega w emocjach. Nie chodzi tutaj o ekwilibrystykę słów i o intelektualne wyżyny, a o to, by trafić prostym słowem we właściwą potrzebę chorego. Mając powyższe na względzie, zechciejmy przyjąć do wiadomości pewne fakty doświadczone i potwierdzone przez osoby refleksyjne. Zastosowanie przytoczonych niżej twierdzeń przydaje się nie tylko w kontakcie z chorymi.

Idąc do chorego nie nieś mu swojego smutku. Przekaż mu, że każda noc ma swoją jutrzenkę, że „schody do nieba mają cierniste poręcze” (Sławomir Kuligowski). Idąc z uśmiechem, z radosnym słowem do kogoś, otaczasz go przyjaznym ramieniem, wlewasz nadzieję, aktywizujesz dobro. Przynosząc radosne bukiety słów lub choćby jedną stokrotkę uśmiechu, czynisz kojące opatrunki, odejmujesz ciężar cierpienia, oświetlasz drogę ku lepszemu jutru. „Czasem więcej dobrego może zrobić jeden serdeczny uśmiech, dobre, życzliwe słowo aniżeli bogaty dar pochmurnego dawcy” (Urszula Ledóchowska).  „Smutek zamyka bramy nieba, modlitwa je otwiera, radość je eliminuje” – mówi powiedzenie żydowskie. Przynosząc uśmiech  wnosimy radość w smętną, kłopotliwą i szarą codzienność chorego. „Śmiej się, a świat będzie się śmiał z tobą. Plącząc, jedynie siebie zrosisz łzami”. „Poczucie humoru jest siłą terapeutyczną”. „Posiej radość w ogrodzie sąsiada, a zobaczysz, że zakwitnie w twoim” (przysłowie włoskie). „Kto się nigdy nie śmieje od tego zimno wieje”. „Uśmiech to łódź ratunkowa na falach ponuractwa”.

Idąc do chorego z dobrym i pogodnym słowem, przekaż mu, że „jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna” (Czesław Miłosz). W szczerym uśmiechu zawarte jest dobre słowo. Uśmiech to cząstka słowa, to muzyka duszy, to iskierka Bożej miłości, to pół pocałunku. Dlatego zaopatrzmy się w życzliwy, kojący uśmiech, bo „życie zbyt posępne oziębia sąsiadów, ale i właściciela” (Mag Sales). Pamiętajmy też, że „uśmiech jest najtańszym upiększeniem twarzy”. Śmiejmy się i uśmiechajmy, gdyż śmiech czyni ludzi lepszymi.

Przykłady niemocy słowa uwięzionego znaleźć można na stronach: www.demostens.pl oraz www.rotacyzm.pl

Ten wpis został opublikowany w kategorii Nie tylko praca. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.