Jąkanie – problem trudny terapuetycznie


Kto zajmuje się terapią osób jąkających się?

Usprawnianiem najważniejszego narzędzia komunikacji (języka) zajmują się logopedzi.
Jednak większość logopedów zajmuje się zaburzeniami dyslalicznymi, które stanowią około 70% wszystkich wad wymowy i polegają na zniekształcaniu, opuszczaniu lub zastępowaniu w wymowie głosek. Są logopedzi (afazjolodzy), którzy zajmują się tylko afatykami (chorymi po urazach mózgu) lub tylko głuchymi (surdologopedzi). Informacje otrzymywane od pacjentów przekonują mnie, że wielu logopedów oddziałuje jedynie na objaw, próbując przyjść z pomocą jąkającym się. Inni nie podejmują się terapii jąkających się. Są też tacy, którzy ujawniają postawę lękową wobec problemu jakim jest jąkanie. Tacy wypowiadają czasem słowa pesymizmu, zwątpienia i zniechęcania do terapii tych, którzy szukają u nich pomocy.  Moi pacjenci spotykali na swej drodze takich logopedów, którzy poprzestali na zdobyciu dyplomu, którzy bez odpowiedniego przygotowania praktycznego, bez dostatecznej wiedzy, narzędzi  diagnostycznych i umiejętności, próbowali „majstrować”, dochodzić lub częściej nie dochodzić do celu metodą prób i błędów. Na swej drodze spotykali takich, którzy składali obietnice bez pokrycia, uruchamiali zachowania zastępcze, rozdawali głaski emocjonalne, przyjmowali postawy ingracjatorskie (schlebiające). Wiązali emocjonalnie pacjentów (także rodziców dzieci), prolongowali niepotrzebnie terapię, dostarczając przy okazji wielu jatrogennych uwarunkowań. Takie postawy nie służą dobrze naszemu wizerunkowi zawodowemu.


Skąd ma wiedzieć osoba jąkająca się, że logopeda, do którego zgłasza się, nie ma doświadczeń w pomaganiu jąkającym się? Czy uważa pan, że logopeda przyzna się do własnej niekompetencji, że odeśle pacjenta do innego terapeuty?

Tego wymaga uczciwość zawodowa. Nie każdy logopeda musi umieć pomagać jąkającym się. Tak, jak nie każdy lekarz potrafi leczyć zaburzenia psychiczne, czy urazy kończyn. Dzisiaj i w logopedii są specjalizacje. Lepiej pomoże jąkającemu się, gdy odeśle do bardziej doświadczonego, niż gdy będzie eksperymentował i udawał, że pomaga.


Znany jest pan w Polsce z ponadprzeciętnych rezultatów w pomaganiu jąkającym się. Na czym polega specyfika pana metod i sposobów postępowania terapeutycznego?

Mam ponad 45 lat doświadczeń w pracy terapeutycznej z jąkającymi się. Na początku doświadczałem wielu niepowodzeń. Nie byłem świadom, że nie każdemu muszę pomóc, że  efekt terapii zależny jest w dużej mierze od pacjenta, od jego uwarunkowań i okoliczności, w jakich znajduje się. Nie wiedziałem, że przeważająca ilość czynników, decydująca o skuteczności w terapii, leży po stronie pacjenta. Frustracje, związane z pierwszymi niepowodzeniami na starcie swojej pracy zawodowej, kazały mi szukać różnych form szkoleń w krajowych i zagranicznych ośrodkach. Były to staże i szkolenia z zakresu psychoterapii. Owe staże szkolenia i doświadczenia zawodowe doprowadziły mnie do wniosku, że jeśli człowiek, jako całość fizyczna, psychiczna i duchowa, funkcjonuje dobrze, to nerwicowy objaw, jakim jest jąkanie, przestaje mu być potrzebny. Gdy warunki, jakie stwarza mi pacjent, zezwalają na to, staram się usprawniać funkcjonowanie całego człowieka, by objaw (jąkanie) przestał być potrzebny. Coraz częściej przekonuję się do takiej postawy w pomaganiu osobom jąkającym się. I choć nie każda osoba, szukająca pomocy u mnie, widzi potrzebę zajmowania się obszarami odległymi od jąkania, to przedkładam swoim pacjentom taką koncepcję pomagania im.

Relaks dla jąkających się

Dlaczego jedne osoby wychodzą z jąkania jeszcze w okresie dziecięcym, a inne jąkają się jako dorosłe?

Często jąkanie pełni jakąś funkcję. Poprzez objaw pacjent komunikuje otoczeniu swój wewnętrzny niepokój i konflikt, swój dyskomfort, swoje nieuświadomione stany. Jeśli terapeucie uda się dotrzeć do źródeł tego stanu, jeśli potrafi odgadnąć jego szyfr i zaproponować mu konkurencyjny substytut, to efekty terapii bywają zazwyczaj satysfakcjonujące i trwałe. To jednostka nie wnosi w swoje dorosłe życie patologicznego objawu. Do tego potrzebne jest zaufanie pacjenta, jego współpraca i kreatywność w terapii.


Napisał pan w swojej czwartej książce na temat jąkania o niejawnych strategiach w terapii. Co to takiego te niejawne strategie?

Nie jestem odkrywczy w tym, co robię. Gdy zacząłem studiować prace Ericksona, to uświadomiłem sobie, że nieświadomie stosowałem podobne do jego techniki i strategie postępowania terapeutycznego. Postanowiłem opisać je w swojej ostatniej  książce. Strategie te pozwalają mi pójść na skróty w terapii, osiągać cel szybciej, łatwiej, efektywniej.

Niejawne strategie realizują główny cel terapeutyczny bez informowania pacjenta, co jest celem cząstkowym (etapowym). Na przykład, jeśli podłożem jąkania jest poczucie mniejszej wartości, to stosuję takie metody i sposoby pomagania, by to poczucie zmieniać, ale pacjentowi o tym nie mówię, gdyż on przyszedł do mnie usunąć jąkanie. Mógłby zdezerterować, pozorować współpracę lub produkować opory. Gdy pacjentowi z logofobią daję jakieś polecenie terapeutyczne, to nie zawsze informuję go o moich intencjach związanych z tym zadaniem.

Wnioskuję, że pana terapia ma charakter dyrektywny. Czy tak?

Tak – szczególnie w początkowych etapach. Mam sprawdzone metody, techniki, narzędzia i strategie, których zastosowanie w pełni daje pomyślne rezultaty w krótkim czasie. Dążę, aby moi pacjenci doświadczyli skuteczności proponowanych im metod. Początkowo staram się pozyskać (zdobyć) zaufanie pacjenta. Później wdrażam kilka metod i narzędzi oraz zachęcam swoich podopiecznych do coraz większej aktywności. Wówczas stopniowo wycofuję się z postawy dyrektywnej.


Komu pomóc trudno, kto rokuje niepomyślnie w terapii?

Wyczerpującej odpowiedzi udzielam w materiale wideo „Trudni pacjenci w terapii logopedycznej”. Tutaj powiem krótko, że trudno jest pomóc osobom, które przychodzą z nierealistycznymi oczekiwaniami,  które uważają, że całkowitą odpowiedzialność za efekty terapii ponosi terapeuta.  Trudno jest pomóc dzieciom obciążonych dysfunkcjonalnością i patologią rodzinną, osobom niecierpliwym, niedostatecznie realizującym zalecenia programu terapeutycznego. Kłopoty bywają z osobami nadmiernie neurotycznymi, nieufnymi, niechętnymi do samodzielnej pracy nad sobą. Bywa, że pacjentowi daje się do ręki narzędzie, które uwalnia go od jąkania, ale ten nie chce używać go w swoim środowisku, które przyzwyczaiło się do jego jąkania, nie ma odwagi pokazać innego, zdrowszego oblicza, jest nadmiernie uzależniony od opinii otoczenia. Rokują pomyślnie (jak niemal w każdej terapii) osoby ambitne, solidne, pracowite, systematyczne, uporządkowane, dojrzałe do terapii i te, dla których jąkanie jest znaczną dolegliwością, które nie wytworzyły sobie jeszcze kompensacyjnych sposobów radzenia sobie z problemem.

 

Moje wychodzenie z jąkania
Co warunkuje, co daje większe gwarancje skuteczności terapii?

Możliwość dotarcia do przyczyn i umiejętność zrobienia z tego właściwego użytku. Jednak na przeszkodzie stoją trudności w przekonaniu pacjentów i skłonieniu ich do zajmowania się w terapii obszarami ich osobowości i duchowości. Pacjent nie za bardzo rozumie, że psychika, emocjonalność i duchowość są odpowiedzialne za jego objawy. On chce, aby zajmować się likwidowaniem jego objawu i wprost oddziaływać na ten objaw. Ja chcę dotrzeć do przyczyn, a on chce bym się zajął jego jąkaniem. Ja chcę zmieniać w terapii jego nastawienia, zachowania i postawy oraz przewarunkowywać patomechanizmy, a on czasem liczy na cudowna pigułkę. Jeśli uda się terapeucie dać pacjentowi konkurencyjny w stosunku do jąkania substytut, to terapia ma szanse być skuteczna.


Co chciałby pan powiedzieć osobom jąkającym się?

Mimo wielu niekorzystnych uwarunkowań, mimo wielu różnych teorii, które nie ułatwiają pracy terapeutom, rozstanie się z jąkaniem jest możliwe. Jąkający mogą uwolnić się od jąkania. Mogą usunąć nawet znaczną patologię. Dysponuję wieloma dowodami. W swojej wideotece i w swoich książkach podaję przykłady tych, którzy odnieśli sukcesy i odzyskali radość życia. Zainteresowani powinni szukać terapeutów specjalizujących się w terapii jąkania.


A co powiedziałby pan wątpiącym logopedom?

Powiedziałbym, że swego zwątpienia nie powinni przenosić na pacjentów. Nie wolno im (pacjentom) odbierać nadziei na pozbycie się jąkania. Nadzieja umiera ostatnia. W nadziei tkwi potencjał terapeutyczny. Niech nie zaprzeczają słowom Dantego: „Nadzieja przychodzi wraz z drugim człowiekiem”. Niech udadzą się na szkolenia do doświadczonych praktyków, gotowych do dzielenia się swoimi „knifami” zawodowymi. Niech zaczną inwestować w praktykę, gdyż taka inwestycja, to inwestycja w pacjenta. Ubogacanie swego warsztatu pracy zaowocuje lepszymi wynikami i radością pacjentów.
Janusz Korczak powiedział: „Gdy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat”. Możemy sprawiać, że tego uśmiechu będzie więcej wśród naszych podopiecznych.


Powyższy tekst to wywiad przeprowadzony przez Iwonę Ruść. Ukazał się w czerwcowym numerze „Charakterów” (nr 6/2006) w nieco zmienionej postaci.
O efektach terapii jąkania można dowiedzieć się za pośrednictwem książek A. Bochniarza oraz  niżej wymienionych linków:
https://www.youtube.com/watch?v=IjcAnanwAFA
https://www.youtube.com/watch?v=lYVWL3EbOow
https://www.youtube.com/watch?v=IwFkX_M8g5c
https://www.youtube.com/watch?v=zm_7UvfIDf0
https://www.youtube.com/watch?v=w0lmw0nwKxM
http://www.dailymotion.com/video/xp2t2f_w-poszukiwaniu-efektywnych-terapii_tech

***
Antoni Bochniarz – logopeda i psychoterapeuta, ukończył studia na UMCS w Lublinie. Odbywał staże w krajowych i zagranicznych ośrodkach. Wydał cztery książki na temat jąkania. Założył Centrum Projektowania i Dystrybucji Urządzeń i Pomocy Logopedycznych. Szkoli logopedów. Prowadzi w Żorach gabinet „Demostenes”. (www.demostenes.pl),

Ten wpis został opublikowany w kategorii Jąkanie, Rozmowa ze specjalistą, Terapia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.