Blaski i cienie praktyki

Dwadzieścia jeden lat temu opublikował pan w Logopedii artykuł „Blaski i cienie prywatnej praktyki logopedycznej” na przykładzie Gabinetu DEMOSTENES. Jak na ten temat spojrzałby pan dzisiaj, po kolejnych dwudziestu latach doświadczeń zawodowych? Czy zmieniły się warunki, klientela i metody?

Nowe środki komunikowania się i wszechobecny internet zmieniły zasięg i geografię moich usług. Zmieniły też klientelę. Internet uczynił bardziej dostępnymi moje usługi – także dla osób spoza granic Polski. Internet uczynił też bardziej dostępny specjalistom mój dorobek publikatorski i wynalazczo-wdrożeniowy. W ostatnim XX-leciu miałem w swoim gabinecie więcej osób dorosłych. Wśród odwiedzających mój gabinet było około 95% osób, które próbowały już różnych terapii gdzie indziej. Poszukujący u mnie pomocy to osoby, które oczekiwały osobliwego, narzędziowego i efektywnego pomagania.

Z jakimi problemami, z jakimi jednostkami diagnostycznymi zgłaszają się do pana obecnie?

Przeważają osoby jąkające się. Jest ich około 50%. A na drugim miejscu osoby z zaburzeniami dyslalicznymi, tzn. z seplenieniem, z rotacyzmem, kappacyzmem. Jest ich około  30%. Pozostałe osoby to: chorzy z afazją, z mową nosową, z opóźnionym rozwojem mowy, z zaburzeniami nerwicowymi oraz osoby, które pogubiły się w życiu, które potrzebują psychoterapeutycznego wsparcia.

Czy tylko internet jest źródłem informacji o pana usługach?

Kiedyś przybywały do mnie osoby z polecenia, a teraz, w większości, zainteresowani odnajdują mnie w internecie lub za pośrednictwem moich książek. Zdarzają się też osoby, którym w przeszłości pomogłem i dzisiaj przyprowadzają mi swoje dzieci. I dzisiaj mam pacjentów, którym ktoś im mnie polecił.

Co jest osobliwego w pana obecnej klienteli, w pana podopiecznych?

Ze względu na to, że większość moich podopiecznych to osoby, które nie znalazły spodziewanej opieki gdzie indziej, mogę powiedzieć, że moja klientela ma specyficzne wymagania.

Oczekują oddziaływania aparaturowego na miarę postępu naukowo-technicznego, na miarę czasów. Oczekują szybkich i efektywnych metod oraz profesjonalnych narzędzi pomagania.

Spotykam się też z roszczeniowymi postawami, z oczekiwaniami nie na ich i moją miarę i nie na ich czas, w którym to widać niedojrzałość motywacyjną oraz tendencje do zmieniania terapeutów, a nie swego podejścia do terapii. Trafiają do mnie osoby, które uprawiają turystykę terapeutyczną (wędrują od jednego do drugiego terapeuty). Przybywają do mnie i tacy, którzy nie stwarzając sobie i mnie warunków do terapii, oczekują nadzwyczajnych efektów w nierealnym do ich uzyskania czasie. Bywają i tacy, którzy oczekują abym dostosował do nich warunki pomagania (czyli czas, finanse, metody, narzędzia, częstotliwość spotkań), a oni nie są skorzy do dostosowania się do sprawdzonych przez lata metod, procedur i warunków terapii. Są wśród nich tacy, którzy nie dają szans żadnemu terapeucie.

Wśród osób odwiedzających mój gabinet czasem są osoby, które pod pretekstem wady wymowy próbują rozwiązywać swoje problemy i zapętlenia życiowe. Bywają i tacy, którzy przybywają do mnie w tajemnicy przed rodziną i znajomymi.

Ale spotykam też ofiarnych rodziców, dbających o przyszłość swych dzieci. Ich zatroskanie, ofiarność i czas są także dla mnie katalizatorem dla mojej ofiarności i mocniejszego zaangażowania się.

Ponieważ ma pan za sobą lata doświadczeń w placówkach służby zdrowia i ponad 35 lat praktyki prywatnej, to proszę spróbować porównać, czym rożni się pacjent w przychodni od tego w gabinecie prywatnym.

Są pewne różnice. Na praktykę prywatną przychodzą ci, których stać na to lub ci, którzy doświadczyli niepowodzeń i braku zadowalających efektów w uspołecznionych placówkach. W związku z tym, ich oczekiwania są inne, wymagające bardziej efektywnych oddziaływań.

W gabinecie prywatnym spotykam rodziców i pacjentów, których wystraszyła siermięga narzędziowa i wyposażeniowa innych gabinetów i nadmiar werbalno-obrazkowych metod.

Spotykam takich, którzy chcieli uniknąć bezduszności, bylejakości, braku poszanowania i straty czasu gdzie indziej. Tacy oczekują wysoce specjalistycznych usług na miarę swoich wyobrażeń, które nie zawsze pokrywają się z realiami i możliwościami. Gabinet prywatny odwiedzają częściej te osoby, którym godziny pracy lub nauki nie pozwalają na korzystanie z usług w przychodni. Ponadto, długi czas oczekiwania na wizytę w uspołecznionej placówce, rzadkie wizyty i krótki czas tych wizyt, to kolejne powody wybierania gabinetu prywatnego. Tracony czas na kolejkę do rejestracji, a później do gabinetu, to kolejne powody przewagi gabinetu prywatnego, w którym umawia się na godzinę dostosowaną do możliwości obydwu stron.

Pracując w kilku placówkach służby zdrowia, miałem możliwość obserwowania wielu zawodowych i organizacyjnych niedociągnięć. Wiele spraw mnie irytowało, raziło i starałem się je wyeliminować tam, gdzie to mogłem robić. Dopiero praktyka prywatna dała mi pełne możliwości pozbycia się mankamentów usług do dzisiaj funkcjonujących w uspołecznionych placówkach zdrowia.

W swoim usługach staram się tak traktować podopiecznego, jak sam chciałbym być traktowany. Uwzględniam możliwości czasowe i odległości, które pokonują ludzie w poszukiwaniu u mnie pomocy. Szanuję czas swój i pacjenta. Nigdy nie zdarzyło się aby ktoś musiał czekać dłużej niż 10 minut. To ja czekam na pacjenta, a nie on na mnie, jak to bywa do dzisiaj w uspołecznionych placówkach. Wiem, że ten fakt doceniają pacjenci.
Więcej różnic wykazuję w materiale „ Blaski i cienie prywatnej praktyki logopedycznej” (Logopedia nr 23/1995)

Wiadomo mi, że w ostatnich trzydziestu latach odbywał pan liczne szkolenia, staże i praktyki w zakresie psychoterapii w krajowych i zagranicznych placówkach. Wiem też, że na drodze samokształcenia dochodzi pan do osobliwych i nadzwyczajnych efektów. Domyślam się, że należy pan przez to do wyjątkowych logopedów. Do czego jest panu potrzebna znajomość metod psychoterapeutycznego oddziaływania?

Ani studia stacjonarne ani podyplomowe nie przygotowały mnie dobrze do radzenia sobie z problemami praktyki. Dość szybko uświadomiłem sobie, że brak wiedzy z zakresu psychoterapii wyraźnie zubaża moje możliwości pomagania swoim podopiecznym. Pierwsze porażki zawodowe uświadomiły mi, że nie wystarczy zająć się tylko zgłaszanym problem, gdyż trzeba zająć się całym człowiekiem w jego fizycznych, psychicznych i duchowych uwarunkowaniach. Mówię o tym w temacie „Terapia holistyczna”. Szybko zdałem sobie sprawę, że terapia objawowa rzadko bywa efektywna w odniesieniu do osób dorosłych, którzy oswoili patologię i schowali się za murem mechanizmów obronnych, nie dając sobie szans na rozwój swoich potencjałów. Stąd moje starania i szkolenia w zakresie psychoterapii.

Jakie osoby korzystały z tak proponowanej terapii? Domyślam się, że taka terapia, terapia holistyczna, trwa dłużej i bywa przez to bardziej kosztowna.`Wydaje mi się, że taka terapia, to elitarna terapia.

Rzeczywiście, trwa dłużej, ale w czasie jej trwania dokonują się procesy formowania osobowego, przewarunkowania i eliminowanie patologii, poznawanie siebie, poprawa relacji międzyludzkich, usprawnienie funkcjonowania jednostki  na obszarze osobistym, zawodowym, towarzyskim. Taka terapia pozwala na uczynienie człowieka radośniejszym i szczęśliwszym.  Przykłady takich terapii podaję w swoich książkach.

Co utrudnia pracę, co irytuje w niej, co przeszkadza w prowadzeniu prywatnego gabinetu?

Niedotrzymywanie terminów, brak wsparcia rodziny, niedotrzymywanie warunków ustalonego wcześniej kontraktu, spóźnianie się, zbyt rzadkie wizyty lub brak systematyczności wizyt, niespełnianie zaleceń, odwoływanie w ostatniej chwili ustalonych wcześniej terminów wizyt, nieregularność wizyt, oczekiwania na wizyty w niedzielę – to najczęstsze elementy, które powodują irytację i opóźnienia w dochodzeniu do celu.
Kiedyś niemal każde spóźnienie się traktowałem jako lekceważenie ustalonych zasad i uznawałem je za nieodpowiedzialne. Dzisiaj takie zachowania, choć nadal irytują, traktuję jako słabość ludzką, którą staram się wkalkulowywać w swoją działalność. Nie oznacza to, że rezygnuję ze swoich standardów, wymagań i oczekiwań. Owe standardy prowadzenia odpowiedzialnej, zwróconej ku pacjentowi terapii, są zbudowane na wartościach takich jak: odpowiedzialność, słowność, solidność, szacunek, rzetelność. One są podstawą moich sukcesów. One obowiązują obydwie strony procesu terapeutycznego i one są podstawą sukcesów terapeutycznych. I dlatego trudno jest mi z nich rezygnować.

A jakie są pozamaterialne zyski, korzyści, blaski i gratyfikacje w prowadzeniu prywatnej praktyki?

Satysfakcją dla każdego terapeuty jest doprowadzenie rozpoczętej terapii do końca, przynoszenie ulgi w cierpieniu, zamiana łez lęku na łzy radości. Sprawia radość gdy dziecko z wadą wymowy z czasem staje się dobrym uczniem, gdy zdrowiej i pełniej korzysta z kontaktów z innymi. Praktyka prywatna, ambitnie i odpowiedzialnie prowadzona, wymusza inwestycje i większą efektywność. Ponadto stymuluje i rozwija zawodowo oraz podwyższa sprawność, operatywność i swobodę działania. Daje motywacje do ubogacania swego warsztatu pracy, czyni terapeutę bardziej elastycznym i bardziej wyczulonym na zapotrzebowania podopiecznych. Praktyka prywatna daje więcej możliwości obserwowania usatysfakcjonowanych rodziców, gdy ich dziecko śmielej sięga po zaszczytne cele, gdy staje się coraz szczęśliwszym i wartościowszym człowiekiem. W prywatnym gabinecie można lepiej zagospodarować czas i lepiej dostosować go do potrzeb pacjenta.

W warunkach gabinetu prywatnego częściej bywam dopuszczany na obszary tajemne, mroczne, nacechowane lękiem, wstydliwe, niedostępne innym,  Czuję się wyróżniony dopuszczaniem mnie na te obszary i szanuję fakt wprowadzania mnie w rejony marzeń, tęsknot. Mam czasem sposobność poznawania miary człowieka po sposobach, w jakie chwyta on każdą chwilę życia. Poznaję jego delikatność, subtelność odczuć i  myśli. Dzieląc ze swoim podopiecznym te same uczucia, doświadczam z nim jego bliskość, dzięki której mogę zachęcać go do ukochania życia nie tylko w wielkich porywach i szczytnych uniesieniach, ale w powszednim wysiłku i w codziennym trudzie. Udaje mi się czasem zainspirować go do ofiarności na rzecz innych, by w ten sposób czynił dobrodziejstwa samemu sobie. Mam czasem sposobność dotrzeć do korzeni dobra w podróży do wnętrza pacjenta i czasem udaje mi się uskrzydlić to dobro w działaniach praktycznych. Zdarza mi się też podnosić z klęczek osobę nieśmiałą, niepewną, wrażliwą i zamkniętą w sobie. Czasem słowem udaje mi się obudzić sumienie, zainspirować do określonej idei, do pójścia w pożądanym kierunku.

Bywa, że udaje mi się uładzić komuś życie, znaleźć sens w gmatwaninie spraw różnych, ukierunkować podopiecznego ku lepszej przyszłości, pomimo obciążającej przeszłości. Miewam radość z faktu przemiany pacjenta, z jego odrodzenia i pełniejszego uczestniczenia w życiu. O satysfakcji jaką daje praca mówię w materiale: „Landrynki satysfakcji” na stronie www.demostenes.pl

Czy nie ponosi pan porażek?

Tak, ponoszę. Czasem bywa, że roszczeniowa postawa rodzica i jego nierealistyczne nastawienie do terapii, sprawiają, że ze smutkiem odprowadzam wzrokiem ku drzwiom ich dziecko, któremu pomóc nie mogę.

Nie wszyscy są gotowi przyjąć warunki proponowanej im  terapii – i nie chodzi tutaj o finanse. Są tacy pacjenci, którzy od początku chcą, by realizować ich scenariusz terapeutyczny. Zaznaczyć trzeba – ich chory scenariusz, w którym ma nie być konfrontacji z przeszłością, autoanalizy ich postaw i zachowań oraz potrzeb koniecznych zmian. Chcieliby pozostawać w swoim dobrze znanym ciepełku, mimo dysfunkcjonalności, mimo złych relacji z innymi. Tacy lękają się zmian, bo nauczyli się żyć z dysfunkcjonalnością i przystosowali ją do swego życia. Tłumaczą  nią swoje zagubienie, wycofanie, nieśmiałość, nieporadność, zaniżone aspiracje – które bywają powodem ich dyskomfortu życia, bliższego stanom depresyjnym.

Trudno jest też pomóc osobom nieufnym, zrażonym do ludzi. Takim stworzenie klimatu życzliwego zaufania pozwala otwierać szczeliny, a później i drzwi do tajemnych komnat, by wpuścić trochę światła i przegonić mroki przeszłości.

A co powiedziałby pan o specjalistach, którzy odbywają tutaj szkolenia praktyczne?

Czasem miewam do czynienia z bardzo interesującymi osobami. Z osobami, które nie są przypadkowymi specjalistami w naszej zawodowej społeczności. Przyjeżdżają, bo czują niedostatek uczelnianego kształcenia. Przyjeżdżają, bo chcą rzetelnie, odpowiedzialnie i efektywnie pracować ze swoimi podopiecznymi. Przyjeżdżaj, stawiając trudne pytania dotyczące różnorakich aspektów praktyki. Kontakt z nimi poprzez gabinet prywatny też mnie ubogaca i rozwija zawodowo. Wielu z nich w zaciszu swoich gabinetów robi bardzo dobrą robotę; przywraca sprawność najważniejszego narzędzia komunikacji – języka mówionego.


Dziękuję za rozmowę.

Rozmowę przeprowadziła Krystyna Ochojca

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Efektywność logopedy, Nowoczesny gabinet, Rozmowa ze specjalistą. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.